
Czy i jak potrzebujemy się odmienić?
Zauważyłam, że za każdym razem, jak czytam i „trawię” dzisiejszą Ewangelię mam nieco inne nie że wnioski, tylko bardziej odcienie, akcenty, a zarazem potrzeby i spojrzenie 🙂.
„Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje.”
Odmienianie się i stawanie się jak dziecko jest wymagające!
No bo umówmy się – bycie dorosłym ma dużo zalet – wolność słowa i postępowań, decyzyjność, w pewnym sensie władza, poczucie kontroli. A my to lubimy. Mimo, że dorosłość jest wymagająca, to jednak większość z nas akurat w życiu dorosłym odzyskuje lub poznaje siebie (nie będę już tu rozmyślać kiedy i przy jakich okolicznościach siebie zgubiliśmy).
Bycie dzieckiem często nam się kojarzy z infantylnością -„co ty jak niunia”, „weź się w garść, przecież nie jesteś dzieckiem”, „no co ty jak małe bezradne dziecko”..
A tu masz – odmienić się i stać się jak dziecko..
Boża logika kontra nasza „logiczna” logika..
Ale czy Bogu chodzi o uniżenie jako takie? Bezmyślne, bardziej przypominające cierpiętnictwo czy raczej uniżenie w sensie rezygnację ze swoich racji w celu poddania się Woli Bożej? Poddanie się, które skutkuje spokojem ducha i tą dziecięcą wolnością chronioną bezpiecznym rodzicem. Najlepszym Rodzicem!
No dobrze, fajnie to brzmi. Ale jak to zastosować w swojej codzienności? Na dodatek jeśli ta codzienność jest wymagająca, a zasobów wcale nie jest dużo?
Dzisiaj w naprawdę wymagającym dniu dotarło do mnie, że tak naprawdę większość z tych trudnych momentów były by lżejsze lub wcale nie trudne, gdybym się postarała spojrzeć oczami dziecka. Czasem oczami pełnymi ciekawości i otwartości zamiast oczami osoby, która się zna na wielu rzeczach (jak mi się wydaje, a przecież wcale tak nie jest) i potrafi szybciej „pozamykać”, póki inni dopiero myślą, co w ogóle z tym zrobić..
Spojrzeć oczami otwartymi na nowość, zamiast wywracać oczami, że „przecież znowu!”..
no i jeśli bym częściej oddawała to swojemu Rodzicowi w Niebie🙂!
Mocno we mnie pracują te słowa.. szczególnie słowo „odmiana”..
I mam jeszcze w związku z tym taką myśl – wciąż za mało staramy się zmienić się w sensie poddania się Woli Bożej, a nie w sensie rozwoju dla samego rozwoju..
Dlatego właśnie warto się zatrzymać, zwolnić..by móc się odmienić, by poczuć tęsknotę i dostrzec szansę!
U mnie taką stop-klatką były prawie tygodniowe rekolekcje..- zwolniłam i „nasiąkałam się” Bogiem w Eucharystii, podczas Adoracji i chłonęłam słowa księdza podczas konferencji. To było takie „Przemienienie (właśnie możliwość, szansa, zaproszenie do tej że odmiany)na górze”.. a potem właśnie „schodzenie” w dół – powrót do życia, do codzienności, kroczenie po której bardzo obciera nogi..
Fajnie jest rozumować i mówić wzniosłe słowa.. ale co jest wtedy, kiedy nas nikt nie widzi, kiedy na nas nikt nie patrzy?
Bo to właśnie wtedy „aplikujemy” Słowo, a nie wtedy, kiedy jesteśmy „na świeczniku”(owszem, jeśli kogoś zainspirujemy i ktoś zostanie pociągnięty do Boga, do lepszego życia poprzez naszą odmianę, to super!)!
A wracając do dzieci.. pozwalajmy im nas inspirować i uczyć pokory, pomysłowości, roztropności i cierpliwości.. towarzysząc im mamy możliwość i realną szansę uczyć się w najlepszej szkole życia i wzrastać w cnotach!