
Pamiętam, jak będąc nastolatką po raz pierwszy usłyszałam o Joannie. Usłyszałam, że została świętą, ponieważ oddała swoje życie za swoje nienarodzone dziecko. Po tym zdaniu usłyszałam też oceniający komentarz- dziwna postawa, gdyż się ratuje zawsze i bezwzględnie mamę, która w przyszłości może urodzić jeszcze dzieci, a nie dziecko, które nie wiadomo, czy przeżyje bez mamy.. Ten mały wycinek, ten krytyczny komentarz zamknęły mnie..na poznawanie żywotu świętych i błogosławionych ludzi na dość długo..Ale też dużo mnie nauczyło- nie sugerować się czyimś komentarzem, oceną i małym wycinkiem.. Nauczyłam się, że warto sięgać po wielobarwną całość!
Myślałam do niedawna, że świętość to coś naprawdę dalekie i „nie na nasze czasy”..
Zły potrafi namieszać.. Potrafi wciskać nam kłamstwo..
Jednak jak dobrze, że mamy prawo do zmian i z tego korzystamy- z ogromną ciekawością i otwartością postanowiłam, wręcz zapragnęłam poznać Joannę Berettę Mollę i jej „receptę na świętość”.
Czułam, że ta książka jest po prostu dla mnie właśnie na teraz- kiedy jest dużo różnych przestrzeni, w których czuję, że jestem nowicjuszką.. I się nie zawiodłam!
Ta lektura jest tętniąca życiem! Bo to nie prawda, że chodzi tylko i wyłącznie o heroiczne oddanie życia Joanny (oczywiście jest heroiczne i jej postawa jest pełna podziwu i godna naśladowania), żeby uratować życie swojego dziecka. Całe życie Joanny Beretty Molli było cudowne, piękne, utkane ze służby Bogu poprzez realizacje swojego powołania. Ta realizacja polegała w uważnym towarzyszeniu i pomocy bliźnim. Żyjąc w taki sposób akurat taka śmierć była naturalną decyzją, częścią życia człowieka o tak ukształtowanym sercu.
Jak wynika to z relacji świadków- Joanna nie dążyła do tego, by posiadać więcej, by mieć, zatrzymywać i spoczywać na laurach, tylko by być darem i się dzielić. Sobą, swoją wiedzą, umiejętnościami, darem do leczenia ( nie jedno świadectwo tutaj potwierdza to, że Joanna miała prawdziwy dar i jako lekarz niejednokrotnie przekraczała granicy w relacji lekarz- pacjent, żeby właśnie służyć, żeby dostrzegać coś więcej..spokojem, normalnością i pogodą ducha.
‚Dzieła Boże dokonują się zarówno w tym, co „małe”, jak i w tym, co „wielkie”, w znanym, jak i w nieznanym, w wielkich wydarzeniach i w codziennych zmaganiach, na szczytach władzy oraz w najbardziej pokornych powszednich obowiązkach.’
Tak żyła Joanna. Tak możemy żyć i my!
Książka jest zaproszeniem do zmiany perspektywy na przeróżnych obszarach życia. Jeśli czytasz tę recenzję i myślisz o tej książce, to ona Cię po prostu wybrała.. znam z autopsji 😉.
Tak, dokładnie tak, gdyż pokazuje nam prawdziwą, żywą, niesamowicie zwyczajną i zarazem niezwykłą „koleżankę”- Joannę Berettę Mollę. Pokazuje jej gorące serce, piękne życie i uczy dużo głębszego patrzenia na spełnione życie (nie mylić z wygodnym).
Ta książka jest bardzo inspirująca, ponieważ pokazuje, że życie to nie ilość lat, tylko jakość przeżywania swojej codzienności w służbie Bogu i ludziom.
Akurat na jesień, kiedy mamy długie wieczory mamy szansę głęboko się zainspirować tak cudowną lekturą 🥰!
Uwrażliwia i zachęca zrobić „rachunek sumienia” nad własną egzystencją, nad swoimi wyborami i podążaniem za nimi.
Książka napisana w taki sposób, że inspiruje, a nie przytłacza, przybliża nam postać świętej, ale nie każe nam robić to samo. Pomaga odkryć swoją własną drogę do świętości!
Jest tutaj taka zdrowa lekkość, a zarazem streszczenie trudnych doświadczeń, z którymi się spotkała Joanna Beretta Molla. Bardzo dobrze się czyta tę lekturę. Jest umacniająca, pełna światła i miłości..
Ja osobiście polubiłam tę książkę i poczułam(i się nie zawiodłam), że na kryzysowych zakrętach mojego życia ma być akurat ona- bo jest tutaj duża ilość świadectw, fragmentów z życia świętej, a także przemyślane, ciekawe refleksje autora publikacji. To umożliwia spojrzeć na dar życia inaczej, pomaga wyjść ze schematów i lęku, odzyskać równowagę, zobaczyć drogę do świętości w codzienności..
Zatem jeśli szukasz inspirującej lektury o spełnionym życiu świętej to idealnie trafiłaś!
Dla każdej kobiety będzie bardzo pożyteczne i odkrywcze poznanie tego, jak święta w swojej codzienności poukładała różne dziedziny życia i spełniała się na przeróżnych płaszczyznach- jako katoliczka, żona, mama i lekarz.
Ta pozycja nie jest „suchym” życiorysem świętej, lecz smacznie nasączona relacjami świadków i wspomnieniami bliskich „smaczna” celebracja życia!!
To jest niesamowicie inspirujące- poznać świętą kobietę, która miała podobne wyzwania do naszych poprzez ludzi, którymi się otaczała i na życiu których zostawiła piękny ślad! Poznać i zobaczyć, jak niewiele trzeba, by „być” tak na serio:
„Joanna nie uważała tłumaczenia i rozmawiania z prostymi ludźmi za stratę czasu, lecz poczytywała je za jeden ze sposobów sprawowania swojej „posługi” pocieszenia.”
Dzięki takim lekturom możemy żyć lepiej, oddychać głębiej i sięgać dalej!
Możemy wyjść poza schemat i uczyć się życia niesamowicie cichego, pokornego, a zarazem aktywnego, spełnionego i przez to odkryć swoją misję. Zostawiam Wam jeszcze jeden (a podkreślonych mam dużo więcej)) cytat, który mnie zatrzymał..:
„-Mama uczyła nas, że pacjent to nie tylko ciało do leczenia, ale odbicie Chrystusa. W chorych widziała cierpiącego Boga.”- mówi Pierluigi, syn Joanny.
Życzę sobie i Wam dostrzegać w naszych bliźnich odbicie Chrystusa!
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie 💜
