Wszystko darowane..

Wspomnienia z morza i serca💜..

‚Przychodzi radość: Boże cieszę się, że jesteś szczęściem.

Przychodzi cierpienie: Doświadcza mnie, ale na pewno dla mojego dobra.’

ks. Jan Twardowski

Radość I cierpienie..

Idą obok siebie..

Tak sobie myślę, że nawet nie to ile gramów czy kilogramów dźwigamy cierpienia czy też radości..ile jest ważna świadomość tego, że wszystko jest darowane nam od Boga. Darowane w sensie potrzebne ku naszemu rozwoju i wzroście. Dane nam też to, że my jesteśmy przez Boga wyposażeni w potrzebne do przezywania, dźwigania, rozwoju i owocowania po tym wszystkim narzędzia(łaska). I nie musimy to rozumieć i kontrolować.

Czasem tego nie przyjmujemy, bo właśnie nie rozumiemy, nie czujemy.. Mamy wrażenie, że same kłody pod nogi..ciemność..

A potem przychodzi światło, wsparcie, olśnienie..

Słowo, możliwość, refleksja i czujemy, że jest dobrze, że jesteśmy we właściwym miejscu i to wszystko jest pożyteczne..

Ja tego właśnie teraz doświadczam. 

Zaczęło się wcześniej..(tutaj bez szczegółów, bo jest to bardzo intymne i dynamiczne przeżycie w środku i narazie ma tam zostać)..

Radość i cierpienie, gdzie niejednokrotnie miałam wrażenie, że cierpienia jest więcej ..Ale trzymałam się Jezusa jak tylko mogłam..

I przyszło orzeźwienie, świeżość i nowość też w postaci błogosławieństwa.. 

Nie planowaliśmy w tym roku wyjazdu nad morze..po prostu nas na to nie stać (prawie rok szukam pracy. Mam sporadyczne zlecenia, które nie zapewniają nam właściwej płynności finansowej)..

Zaakceptowałam to, mimo, że nie było to dla mnie łatwe. Jestem z natury dość emocjonalnym buntownikiem, więc to, co komuś może przyjść łatwo i być oczywiste ode mnie wymaga dużego wysiłku.

Przez jakiś czas byłam w miejscu.. takiej sobie „poczekalni”.. gdzie trochę myślałam, starałam się słuchać Boga, ale zdecydowanie częściej „się obijałam”( każdy ma to swoje „obijanie się”, prawda 😉?)..

W pewnym momencie poczułam, że najlepsze, co w tym momencie, w tym miejscu i w tych okolicznościach mogę zrobić to oddać absolutnie wszystko Bogu. Całościowo. Wszystko. Znowu. Oddać.

Oddałam i poszłam sobie żyć dalej..

Aż pewnego dnia w moich rękach się okazała koperta.. 

Bóg działa. Działa przez ludzi, przez poruszenie serca, przez wrażliwość, przez dobro i miłosierdzie.. A my możemy odpowiedzieć na to na rożne sposoby..

I tak sobie siedziałam na dniach nad morzem i myślałam..

Jak dużo się wydarzyło.. radości i cierpienia..

Jak dużo się dzieje.. byłam bez telefonu (starałam się mało go używać) i czułam naprawdę dużo głębiej i mocniej..Czasem byłam wręcz zaskoczona głębią poruszeń serca, fascynacją i reflektowaniem. 

Wraz z falami przypływały różne myśli, wspomnienia, tęsknoty, pragnienia.. 

Poczułam wolność do tego, by być tu i teraz, a myślom pozwoliłam wraz z falami sobie iść dalej..i znowu oddawałam..

Ciężko mi powiedzieć, czy czuje się wypoczęta. Jednak na pewno jestem bardzo wdzięczna i przywiozłam ze sobą „coś”, co we mnie mocno pracuje..

I jeszcze taka refleksja: Bóg naprawdę wie kiedy, jak, co i komu dać lub zabrać. Możemy jedynie to przyjąć, podziękować za to i zaufać, że Bóg wydobywa z tego dobro, że już się dzieje dobro..

Bo wszystko jest nam darowane..

28.07.25🌊

Jeśli podoba Ci się moja twórczość: