Od dziury do kształtów

Pewnego dnia Adaś (3 lata) wziął kartkę, kredki, usiadł na dywanie i zaczął malować. Malował z impetem, aż powstała dziura na tym impresjonistycznym (chociaż nie jestem pewna co do wyznaczonego stylu małego Twórcy 😉)arcydziele..

Płacz, krzyk..po chwili przytulas i nazwanie emocji i tego, co się wydarzyło.

Tutaj chce na chwilę się zatrzymać. 

Bardzo ważne jest to, by „wyposażyć”dziecko w najpotężniejszy regulator- przytulas. On łagodzi stres, zmniejsza napięcie i zmęczenie, daje poczucie bezpieczeństwa, bliskości i poprawia ogólną kondycje organizmu. To nie są górnolotne słowa z dziedziny psychologii. To ważna wiedza, która może pomóc (jeśli ją stosować) na poszczególnych etapach życia i rozwoju dziecka. To coś, co po prostu ma być regularnie stosowane w dzieciństwie i w życiu dorosłym (wiadomo, z najbliższymi ludźmi ).

Więc bardzo się cieszę, że moje Dzieci jak coś się stanie, jak poczują silne emocje czy uczucia, to po prostu pędzą do mnie czy do Męża się przytulić. (Postanowiłam o tym powiedzieć, przypomnieć, bo bardzo widać w relacjach, w rozmowach tych, których się nie przytula, nie przytulało się..)To pewniak, który zawsze jest skuteczny! Do tego bardzo serdecznie zachęcam i polecam! 

Kolejna rzecz to nazwanie emocji. Żeby nauczyć tego swoje dzieci, to my, Mamy(Rodzice) sami powinniśmy dobrze znać i nazywać te emocje (najlepiej jeszcze, żeby sobie z nimi radzić). W tym są bardzo pomocne dobre książki, terapia, ciągła praca nad sobą, pisanie ręczne, cisza i Słowo Boże!

Po chwili przytulań Adaś się uspokoił, wrócił na dywan, wziął nożyczki i zaczął wycinać kształty z tej kartki(z dziurą).

-„Mama, patrz! Nie ma dziury!”,- z bananem na ustach oznajmił Drugorodny..

.

.

Często w naszym życiu są sytuacje, które nam się nie podobają, które wywołują w nas trudne emocje.. Co z tym robimy?

Widzę po sobie i po swoim otoczeniu, że staramy się szybko się „przełączyć na inny tryb” – ucieczka(najczęściej w jakieś działanie), wycofanie, zajadanie, udawanie, że nic się nie stało lub też wmawianie sobie i innym, że mnie to w ogóle nie dotknęło..

A po co? Po co to wszystko?

Mamy prawo, ba nawet wskazane jest opłakać tą „dziurę” w kartce (jaka piękna wyszła metafora), by można było przejść do kolejnego etapu – zrobić z tej że kartki zupełnie co innego, zrobić kształty, z których będziemy się cieszyć! 

Nie musimy zawsze ze wszystkim sobie wspaniale radzić! Potrzebujemy od czasu do czasu..nie! Regularnie potrzebujemy wskakiwać na kolana Miłującego Ojca w Niebie i płakać, mówić Mu o naszych „dziurach”. Potrzebujemy tego!

Potrzebujemy się przyznać do własnej kruchości, ułomności i tego, że coś jest zwyczajnie trudne, za trudne, by to na luzie, tak od razu zaakceptować.

Potrzebujemy przejść z bliskimi osobami, z Bogiem i w prawdzie przed sobą krok po kroku, każdy etap, by ta „dziura” nas nie zniszczyła..by od „dziury” mogliśmy we własnym tempie przejść do „kształtów”..

Kocham swoje Dzieci, bardzo sobie cenię lekcje płynące z macierzyństwa. Bardzo dużo mnie uczy, niesamowicie inspiruje.. przede wszystkim, by nie zostawiać „dziur” w sobie.. bo jeśli ja będę chodzić z „dziurami”, to jak mogę ukształtować i wychować „całych”( harmonijnych ) ludzi (dzieci)?

Jeśli podoba Ci się moja twórczość: